be my inspiration #1 i tajski rosół
Często na
FB dzielę się z Wami tym, co mnie zainspirowało, co mi się spodobało, co wywołało wypieki na moich policzkach. Dzielę się i o tym zapominam, a część z Was w ogóle na FB nie wchodzi i takie posty przegapia. Czas to zmienić. Pomysł na wprowadzenie nowego cyklu podpatrzyłam u
Venili, która w swoim cyklu
Follow Saturday poleca:
"ciekawe notki/artykuły/blogi". U
Andrzeja podobny cykl to
Share week, u
Ilony Zestawienie tygodnia,
Cuda.wianki na początku każdego miesiąca robi smakowite
zapowiedzi kulinarne, a
Truskawka ma cykl
lubię.
Tutaj znajdziecie coś dla ducha, ciała, coś czym można nacieszyć uszy i oczy. Nie narzucam sobie ram czasowych, tematyki, ilości linków. Jak nazbieram porcję kolejnych smakowitych inspiracji, to z pewnością podzielę się nimi z Wami. Jeśli macie ochotę to piszcie w komentarzach o wszystkich pięknych rzeczach, które Was urzekły.
Marek Raczkowski, którego rysunku śledzę od dobrych kilku lat. 4 w 1 - poczucie humoru, odwaga, bezpardonowość i wyłamywanie się z ogólnie przyjętych konwenansów. Jego książka
"Książka, którą napisałem, żeby mieć na dziwki i narkotyki" (fragmenty do poczytania
tutaj) jest na pierwszym miejscu na mojej liście książek niekulinarnych do kupienia.
Konferencja Food Blogger Fest. Nienadęta, kameralna i zupełnie na luzie. W lutym odbędzie się jej druga odsłona.Fantastyczna okazja do spotkania kulinarnych blogerek w jednym miejscu i w jednym czasie. Ja tam będę, a Wy?
AbstrachujeTV czyli po nitce do kłębka. U Seg znalazłam film Co mówią: BLOGERKI, a potem razem z D. przepadliśmy i obejrzeliśmy po kolei każdy film. Chłopaki dosadnie, ale z wyszukanym smakiem poruszają tematy, których wiele z nas unika.
Simon's cat, czyli Kot Szymona. Kto ma kota w domu, ten zrozumie :)
Lamperia. fantastyczna Dziewczyna, która zaprojektowała dla mnie nowe logo. Niczego nie narzuca, słucha i cierpliwie zniosła milion uwag i poprawek wyartykułowanych przeze mnie.
Brown dress with white dots. Wszystko co lubię w zdjęciach. Przemyślany kadr, wspaniała gra kolorów, lekkość i swoboda. Na tej stronie znalazłam najpiękniejsze
zdjęcie trufli na świecie.
Zuzia Górska & Lenka. Obie szyją przepiękne torby i jeśli będę miała wolnych kilkaset złotych kupię po jednej torebce od każdej z Dziewczyn. Chrzanię sławne firmówki. Te torby mają w sobie coś więcej niż metkę. Do tego Zuzia pisze szczere i nieprzesłodzone teksty w portalu natemat.pl, na które czekam niecierpliwie.
Ciuchlandy, szmateksy, second-handy, sklepy vintage... Jak zwał tak zwał, dla mnie to od lat skarbnica unikalnych ciuchów i dodatków. Dlatego jak głupi do sera cieszę się z możliwości przeglądania zasobów moich dwóch ulubionych kopalni ubraniowych:
Vintage Shop oraz
Wzorcownia. I oczywiście cieszę się na nowo otwarty we Wrocławiu
Butik ĘĄ. To dzieło Marty Kaźmierczak, którą powinniście kojarzyć z wcześniejszych projektów Brylove czy wymieniony wyżej VintageShop, a ja mam kolejny powód na szybki wypad do mojego ukochanego miasta.
Bo Bruce, za wykonanie piosenki lepiej niż Rihanna (której głos również uwielbiam).
World War Z. Film zrealizowany na podstawie noweli Maxa Brooks'a. Tak wiem, filmy o zombie są jakże mało ambitne i nie wypada chwalić się zamiłowaniem do takiego kina. No cóż. Lubienie lekkich filmów zupełnie nie przeszkadza mi w lubieniu filmów ambitnych do granic możliwości.
Banksy. Za całokształt.
Białe wnętrza z surowymi ścianami i drewnianymi lub betonowymi podłogami. Co wieczór wracam do
tych zdjęć i napajam się pięknem zamkniętym w prostych formach.
Anne Black (Aniu PM dzięki za link!). Tworzy przepiękną ceramikę i za każdym razem gdy odwiedzam jej stronę, mam ochotę zadłużyć się na kwotę idącą w tysiące złotych.
CablePower. Minimalizm i prostota, którą mam ochotę okablować całe mieszkanie.
Szałwia, której okrutni nie cierpię i każde płukanie gardła wywołuje u mnie odruchy wymiotne, ale to ona od kilku dni ratuje mnie przed śmiercią głodową. Moje migdałki postanowiły się powiększyć, a napar z szałwii zmusza je do powrotu w stan równowagi.
Cytrusy, bo mają dużo witaminy C i są pyszne.
Pączki. Z dużą ilością żółtek, smażone w głębokim tłuszczu, polukrowane i nadziane różą z alkoholem. Tłusty Czwartek już pojutrze!
Tajski rosół. Cztery idealnie wyważone smaki - słony, słodki, kwaśny i ostry. Nie ma tu miejsca na przypadkowe przyprawy. Taki rosół pomaga zwalczyć objawy przeziębienia i wspaniale rozgrzewa w chłodne dni, a do tego jest wspaniałą bazą do innych zup. Jeśli mam zdradzić moją ukochaną kuchnię polską to tylko i wyłącznie z takimi smakami i aromatami ♥
Przygotowanie takiego rosołu nie jest czasochłonne ani skomplikowane. Najtrudniejsza część zabawy, to zdobycie części składowych bulionu. Najlepiej poszukać w swoim mieście sklepu lub knajpy z azjatyckimi produktami i zrobić większy zapas. Liście limonki kaffir, tajska bazylia, szalotki czy trawa cytrynowa często sprzedawane są w dużych opakowaniach, więc niezużytą część można zamrozić. Korzeń imbiru po obraniu można również trzymać w zamrażalce w postaci mniejszych kawałków lub plasterków. Jeśli chodzi o smak zupy, to każdy musi znaleźć swój złoty środek. Ja lubię zupę ostrą, dlatego dokładam sobie do swoje porcji dodatkową porcję papryczki chilli. Zamiast soli używamy sosu rybnego, słodki smak zapewni nam cukier palmowy lub brązowy, a smak kwaśny sok z limonki (nie cytryny! to nie to samo). Rosół podczas gotowania próbujemy i szukamy balansu pomiędzy czterema smakami. Jeśli jest za mało słonego dodajemy po łyżce sosu sojowego, jeśli jest za dużo/mało kwaśnego dodajemy więcej cukru/soku z limonki, jeśli jest za dużo/mało ostrego dodajemy odrobinę wody/dodatkową porcję chilli. Polecam gorąco na rozgrzewkę.

ROSÓŁ NA SPOSÓB TAJSKI
|inspiracja pochodzi ze strony thaifood about |
3 litry wody
1 cały kurczak o wadze 1.5 kg podzielony na 6 części (dwa skrzydła, dwie piersi, 2 podudzia)
kawałek chudej wołowiny o wadze 300g
3 marchewki
1 korzeń pietruszki
kawałek korzenia selera
biała część pora
1 szklanka suszonych grzybów shiitake
8 tajskich szalotek
4 ząbki czosnku
garść ziaren pieprzu czarnego i czerwonego
garść łodyg kolendry wraz z korzonkami
2 łodygi trawy cytrynowej
8 liści limonki kaffir (świeże lub mrożone)
spory kawałek korzenia imbiru
1-3 papryczek chilli bird's eye
sok z limonki
2-4 łyżek sosu rybnego
1 łyżeczka cukru palmowego lub brązowego
garść liści kolendry (świeżej lub mrożonej)
garść liści tajskiej bazylii (świeżej lub mrożonej)
3 grube szczypiory
makaron ryżowy
Do dużego garnka wkładamy opłukane części kurczaka, opłukane mięso wołowe oraz opłukane i obrane warzywa korzeniowe.
Dodajemy pieprz, obrane i lekko zmiażdżone ząbki czosnku, obrane szalotki, grzyby, łodygi kolendry z korzonkami, lekko zmiażdżone łodygi trawy cytrynowej, liście limonki kaffir, obrany i pokrojony w plasterki korzeń imbiru oraz wypestkowane papryczki chilli (uwaga na papryczki! lepiej dać jedną i dodać więcej pod koniec gotowania).
Całość zalewamy wodą i doprowadzamy do wrzenia, a następnie zmniejszamy moc palnika do minimum i gotujemy całość przez 2 godziny, zdejmując pianę z powierzchni płynu.
Po tym czasie bulion zestawiamy z palnika, dodajemy sos rybny, cukier oraz sok z limonki.
Doprawiamy według uznania, starając się zachować równowagę pomiędzy smakiem słodkim, słonym, kwaśnym i ostrym.
Przed podaniem bulion warto przecedzić.
Do misek wkładamy porcję mięsa z rosołu i zalewamy bardzo gorącym bulionem. Dodajemy liście świeżej kolendry, bazylii oraz pociętych ukośnie kawałków szczypioru.
Jeśli chcemy podać zupę z makaronem, pamiętajmy by ugotować go oddzielnie.
mm.. czuję przez monitor aromat tego rosołu.
ReplyDeleteKiedyś nienawidziłam tej zupy, gdy nastał koniec egzaminów mam na niego ochotę i.. chyba za parę dni (w wolnej chwili) zrobię..
Pozdrawiam Cię Polciu, żałuję, że zaniechałam prowadzenia swojego cyklu - na początek miesiąca.
Olcu ja mam tyle linków, że nie mieszczą mi się w głowie. Tyle pięknych rzeczy nas otacza! Muszę się nimi podzielić, bo eksploduję :)
DeleteRosół ot od zawsze moja wielka miłość :) A taki ostrrry .. :) Love!
Nie jestem fanką rosołu, ale w takim wydaniu chętnie bym go zjadła :)
ReplyDeleteJest P Y S Z N Y :)
DeleteCzad.
ReplyDeleteDobry rosół to pikantny rosół.
Bardzo lubię te smaki i tego typu rosół, ale swój zwykły coniedzielny robię trochę łagodniejszy i zwyklejszy (żeby na pomidorową i pieczarkową dał się przerobić i żeby dzieci zjadły); chociaż dorzucam hojną ręką pieprzu syczuańskiego i ziaren kolendry ku pogłębieniu i uwschodnieniu smaku.
No i zapomniałam dodać, że Brown dress with white dots uwielbiam też
DeleteTo taki jakby to powiedzieć rosół odświętny co nie? :) Niby nic trudnego, ale takie smaki wymagają dla mnie specjalnego natchnienia do gotowania :) A widzisz Ewa ja spróbuję z tym pieprzem następnym razem bo mam pełny słoiczek i jakoś mi z nim nie po drodze.
DeleteA blog odkryłam zupełnie przez przypadek. Koleżanka mi poleciła i wsiąkłam na amen!
Całusy :*
Super inicjatywa z inspiracjami:)
ReplyDeletea zdjęcia rosołu... mistrzostwo!!!!!
Dumałam dumałam i postanowiłam ten cykl w końcu stworzyć :)
Delete:*
fajne te Twoje inspiracje! a zdjęcia boskie, lubię je od zawsze.
ReplyDelete:*
DeleteMój syn jest wielkim fanem rosołu, gotuję dla niego rosół chiński z imbirem, czosnkiem, kurkumą, tymiankiem (bez ostrych przypraw). Twoja wersja też mi się bardzo podoba :-)
ReplyDeleteJeśli 18.02 będziesz w CH (bo widzę, że wybierasz się do PL) to zapraszam na karnawał w Bazylei (Fasnacht). Jeden warunek, musi być ładna pogoda. W sobotę wyruszam na narty i nie będzie mnie w sieci, wyślij sms jeśli chcecie wpaść. Pozdrawiam
Polciu, be my inspiration! świetny pomysł! Ty jestes moja inspiracją :) część linków znałam, za inne dziekuję! A rosół, no cóż z mięsem - nie dla mnie:) ale zdjęcia jak zwykle piekne! serdecznie pozdrawiam
ReplyDeleteBardzo fajny projekt - dwa ujęcia jeden dzień. Świetne zdjęcia, ciekawe przepisy.
ReplyDeleteCoś nowego :))
This comment has been removed by the author.
ReplyDeleteblog browndresswithdots mnie rozwalił na kawałki - dzięki za ten link Inspiracjach;)
ReplyDelete